O nałogu blogerki kulinarnej słów kilka

Osoby, które na bieżąco śledzą moje wpisy wiedzą, że niedawno obchodziłam trzecią rocznicę blogowania.
Z tej okazji od czasu do czasu zamieszczam posty stricte związane z tym tematem.
Dziś przyszła pora na kolejny z tej serii w którym muszę się przyznać do jakiego nałogu doprowadziły mnie te trzy ostatnie lata.


Wszystko zaczęło się niewinnie. Wystarczy upiec, ugotować, zrobić zdjęcie i wraz z przepisem opublikować na blogu. Jak okazało się z biegiem czasu to nie jest wszystko takie proste, bo przecież jeszcze wypada, aby całość ładnie i apetycznie została podana, a na dodatek dobrze prezentowała się na zdjęciu. W tym momencie nie wystarczył już aparat i codzienna zastawa stołowa. Zaczęłam obserwować inne, ulubione blogi, zachwycać się zdjęciami kulinarnymi głównie z zagranicznych stron i zrozumiałam, że wypada dokupić trochę kuchennych gadżetów. Wpadłam strasznie szybko w wir kuchennych zakupów. Uzależniłam się. Chciałam mieć każdy talerzyk, kubek, szklankę i filiżankę. Z zakupów zawsze wracałam z nowymi skarbami i nawet nie wiem kiedy moje szafki nie mogły już tego pomieścić. No, ale jak tu się oprzeć kiedy wszystko takie ładne. Oczami wyobraźni widziałam jak dobrze na nowym talerzyku będzie wyglądało ciasto, które planowałam upiec na weekend, no i przecież tę miskę też muszę mieć, bo sałatka na zdjęciu będzie się w niej prezentowała najlepiej... A przecież naczynia, miski, deski i tacki to nie wszystko. Potrzebne były jeszcze blachy i formy, najlepiej każda w inny rozmiarze oraz kształcie. Kokilki, papilotki, słoiki, buteleczki, słomki, ściereczki..mogę tak wymieniać w nieskończoność. Założyłam sobie, że na zdjęciach nie może być monotonii i pomimo tego, że do perfekcji wciąż mi daleko, dopiero z czasem zrozumiałam, że nie jestem w stanie mieć wszystkiego. Moja kuchnia choć wcale nie jest mała, w pewnym momencie była tak zagracona różnymi gadżetami i naczyniami, że ciężko było się w niej odnaleźć. Nie wspomnę o tym, że większość domowego budżetu zasilała tylko kuchenną rupieciarnię :) Dopiero z biegiem czasu odważyłam się zrobić solidne porządki, niektóre rzeczy sprzedałam, inne oddałam rodzinie, a sobie pozostawiłam te ulubione perełki. 







Jak wygląda dziś moja kolekcja naczyń i gadżetów, które trzymam w specjalnej 'blogowej' szafce oraz podejście do tego tematu?
Część rzeczy, które być może kojarzycie z bloga znajduje się na zdjęciach w tym poście. Nie byłam w stanie sfotografować wszystkiego, ponieważ wpis byłby bardzo długi. Przede wszystkim do każdych zakupów podchodzę bardzo rozsądnie. Już nie czuję nacisku, aby mieć naczynia w każdym rozmiarze, kształcie i z każdym wzorem. Zrozumiałam, że jest to po prostu niemożliwe.
Z uwagi na ograniczony budżet zaczęłam starannie przeglądać oferty różnych sklepów w internecie, np. takich jak Home&you czy Tchibo. Korzystam przy tym z portalu Kodyrabatowe.pl. dzięki któremu można mieć dostęp do wszystkich aktualnych promocji w jednym miejscu, a także uzyskać atrakcyjne rabaty na zakupy. Pomaga mi w tym również aplikacja mobilna, dzięki której sprawdzam aktualne oferty bez względu na to w jakim miejscu się znajduję. 

Zachęcam do wizyty na https://www.picodi.com/pl/



Wpis powstał przy współpracy z picodi.com/pl/

Share on Google Plus

Autorka: Justyna Ratajczak

Cieszę się, że tu jesteś i mam nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej. Zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku, Twitterze oraz Instagramie. Jeżeli skorzystałeś z mojego przepisu zachęcam do wysłania zdjęcia potrawy na tysiagotuje@gmail.com . Zdjęcie za Twoją zgodą opublikuję w galerii Czytelników na Facebooku.
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz